W rocznicę śmierci cadyka Elimelecha spotyka się w Leżajsku cały chasydzki świat. Stany Zjednoczone, Izrael, Austria, Czechy, Argentyna, Hiszpania, Italia, Ukraina, Niemcy.
Nagle podkarpackie miasto zamienia się w sztetl. W mroku wraca nieznana nam, naszemu pokoleniu, atmosfera i klimat żydowskiej osady. Jakby czas cofnął się do okresu przed holocaustem, przed europejską hekatombą narodu żydowskiego. Nie ma tego miasta, które tu kiedyś było, nie ma przodków, nie ma, a przecież znowu wychynęło z przeszłości, pojawiło się we śnie ...
Jest zatem noc, egzotyka, mistyka, ten sam co dawniej blady księżyc i narastający, niepokojący, wibrujący ciemność męski, chóralny śpiew z namiotu, imitującego synagogę. Bo bożnicy w Leżajsku, przecież dzisiaj, też już nie ma.
Ale są Żydzi, którzy tu nie mieszkają, którzy nie mówią po polsku, którzy tutaj zjawili się znowu, jak co roku, by prosić cadyka Elimelecha o cud, o łaskę, o pośrednictwo. Przyjechali tutaj ze swoimi problemami, które rozpłyną się niczym mgła, jeżeli tylko Elimelech zechce, jeżeli tylko nachyli ucha na błagalne prośby.
Autor: Szklana Góra Dodano: 2011-03-17 10:22:18