Zaloguj się | Zarejestruj się
 

Zagórz. Chwila na dworcu

Zagórz był dla mnie zawsze, tylko i wyłącznie, przystankiem na drodze w Bieszczady. Kojarzył się raczej ze słynnym pociągiem, nazywanym od końcowej stacji, "zagórzańskim" lub "zagórzem". Był tylko chwilą spędzoną na dworcu i przystanku PKS. Do czasu. Wszystko zmieniło się, kiedy odkryłem "Grób Nieczui".

Ostatnia stacja. Zawsze czynny dworcowy bar. Przystanek PKS. Ta charakterystyczna droga, którą pokonywał niemal każdy turysta przybywający pociągiem do Zagórza, była odwiecznym rytuałem towarzyszącym mi podczas wyjazdów w Bieszczady.

Rozsądek podpowiadał, żeby wysiąść w Sanoku. Tutaj stawało więcej autobusów. Tutaj były większe szanse na znalezienie w nich wolnego miejsca. Cóż jednak zdziała rozsądek wobec prostego i siermiężnego dworcowego baru, który ma tą kolosalną zaletę, że o 6 rano jest już otwarty.

Ciepła fasolka po bretońsku lub bigos wyśmienicie smakowały po nocy spędzonej w pociągu relacji Warszawa – Zagórz. Bar, jaki był każdy bywalec pamięta, ale faktem też jest, że nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek się w nim zatruł. Jedzenie było barowe, ale smaczne i świeże.

Zagórz… Pamiętam też, że ładnie prezentował się z serpentyn pokonywanych przez autobusy w drodze do Leska. I to przez długi czas było wszystko.

Na szczęście, wracając któregoś razu z gór, trafiliśmy do Zagórza na długo przed odjazdem naszego pociągu. Po obowiązkowej dawce nudy na dworcu PKP i w jego okolicach postanowiliśmy udać się na wycieczkę po mieście.

Nie wiedzieliśmy, że za chwilę odkryjemy jeden z najbardziej fascynujących zabytków południowo-wschodniej Polski – ruiny obronnego klasztoru Karmelitów Bosych.

Od sklepu do sklepu

Wolno kroczyliśmy przez miasto ochoczo zachodząc do każdego napotkanego sklepu. Na szczęście jeszcze wówczas (początek lat 90-siątych) nie było ich w nadmiarze. Dzięki temu, wolno bo wolno, ale posuwaliśmy się do przodu. Po pewnym czasie, wbrew pozorom niemałym, dotarliśmy do cerkwi.

Zagórz - monumentalny obelisk Matki Boskiej przed frontonem ruin kościoła Karmelitów Bosych. Bieszczady

Monumentalny obelisk Matki Boskiej przed ruinami "Karmelu"

Zbudowana w 1836 roku świątynia, pod wezwaniem św. Michała, zrobiła na nas bardzo korzystne wrażenie. Wzniesiona z kamienia i nie otynkowana wygląda, jakby miała dużo więcej lat niż w rzeczywistości.

Ładna bryła, ładne otoczenie starych drzew. Gdybyśmy spotkali ją w jednej z pustych dolin Bieszczadów lub Beskidu Niskiego bylibyśmy zachwyceni. W Zagórzu po prostu bardzo nam się podobała.

Kolejny krótki przystanek robimy przy kościele. Z zewnątrz taki sobie. Jakoś nie doczytaliśmy, że w jego wnętrzu znajduje się jeden z najcenniejszych zabytków tych okolic: najstarszy w południowo-wschodniej Polsce, gotycko-renesansowy, obraz Zwiastowania NMP. Szkoda, bo na zdjęciach przedstawia się wyjątkowo pięknie. Niemniej, wówczas do kościoła nie weszliśmy. Spieszno nam już było do kolejnego celu naszej wycieczki – ruin klasztoru.

Zamek?

Po krótkiej wspinaczce pod niewielką górkę i minięciu niezwykle malowniczego domku po prawej dochodzimy do bram klasztoru. Jego sylwetka, wyłaniająca się raz po raz w przerwach pomiędzy drzewami, jest po prostu… niesamowita. Zaniemówiliśmy.

To miały być "tylko" ruiny kościoła… Tymczasem przed nami wznosiła się ogromna, rozczłonkowana budowla, której korona sięgała dużo wyżej niż przypuszczaliśmy. Przypominała raczej…. zamek. I to zamek w najlepszym wydaniu tego słowa. Monumentalny, wyniosły, omszały czasem . Natychmiast w naszych głowach dokonało się szybkie porównanie: ruin właśnie oglądanych z innymi tego typu budowlami, które mieliśmy okazję podziwiać do tej pory. I co? Te chyba są najlepsze. Choć może to tylko pierwsze wrażenie.

Wściekła czerwień

Wzniesienie, na którym się znajdowaliśmy (zwane przez miejscową ludność Marymontem) z trzech stron oblewały wody Osławy. Imponowało stromizną stoków oraz pięknymi widokami na wijącą się w dole rzekę i na otaczające ją zalesione wzgórza.

Było piękne sierpniowe popołudnie. Otaczająca nas zieleń straciła już mocno na swojej wyrazistości jednak w połączeniu ze słomianym odcieniem okolicznych traw wyglądała niezwykle bujnie. Mocno świecące jeszcze słońce dawało ten specyficzny rodzaj światła, w którym wszystkie przedmioty nabierały kolorów.

Ruiny były wściekle czerwone. Powoli wkraczaliśmy w ich wnętrze. Wydawały się jeszcze wyższe niż z zewnątrz. Być może wrażenie to potęgowały niewielkie drzewka porastające zwieńczenia murów. Wyglądało to tak, jakby przyroda sama postanowiła odbudować strop tej nieistniejącej już świątyni…

Budowniczowie

Historia klasztoru rozpoczęła się najprawdopodobniej już w XVII wieku. Autorzy opracowań nie są jednak w tej kwestii zgodni. Jedni uważają, że budowa warowni zapoczątkowana została w połowie tego wieku przez Piotra Stadnickiego i zakończona w 1700 roku, inni fundację klasztoru przypisują wojewodzie wołyńskiemu Janowi Franciszkowi Stadnickiemu i jego powstanie datują na lata 1700-1730. Jedno na pewno nie ulega wątpliwości. Monumentalny i obronny charakter zawdzięcza warownia temu ostatniemu. Jeśli jakieś zabudowania klasztorne istniały już w roku 1700 nie przypominały rozmachem obecnych.

Zagórz - ruiny obronnego klasztoru Karmelitów Bosych (Grób Nieczui). Bieszczady Zagórz - Grób Nieczui. Bieszczady

Ruiny obronnego kościoła i klasztoru Karmelitów Bosych w Zagórzu - widok z przodu i z tyłu


Klasztor od początku powstania pełnił rolę nadgranicznej twierdzy i utrzymywana w nim była stała załoga wojskowa. Okres świetności przeżywał do pierwszego rozbioru Polski.

W czasie konfederacji barskiej klasztor stał się ostoją dla polskich patriotów. Podczas oblężenia przez wojska zaborców kościół i klasztor 29 listopada 1772 r. uległ spaleniu. Co prawda zakonnikom udało się odrestaurować konwent, jednakże polityka Austrii nie pozwoliła na powrót do dawnej świetności. Jego ostateczny kres przyniósł, wzniecony w niejasnym okolicznościach, kolejny pożar, który wybuchł 16 czerwca 1822 roku. Po kasacie zakonu w 1831 roku opuszczone zabudowania klasztoru szybko popadły w ruinę. Tyle historia.

Pożar

Z dziejami klasztoru wiąże się mnóstwo „niesamowitych opowieści”. Najwięcej z nich dotyczy tajemniczych okoliczności zagłady klasztoru w 1822 roku. Na ich podstawie trudno dziś dociec, kto podpalił klasztor i jaka była prawda. Niemniej ich poznanie zwielokrotnia efekt „niesamowitości” odczuwany podczas spaceru pośród zagórskich ruin.

"(…) Dzień ten najnieszczęśliwszy z nieszczęśliwych – 16 czerwiec Anno Domini 1822, godzina 2 z południa – podobało się Bogu, aby ogień strawił klasztor i dom rekolekcyjny (…)." Taki zapis czytać możemy w metrykalnej księdze kościoła. Zanotował go któryś z ocalałych z pożogi mnichów. Takie nieszczęście. Któż mógł to uczynić?

Może stało się to na polecenie starosty sanockiego, który w ten sposób chciał się przypodobać władzom austriackim niechętnie patrzącym na patriotyczne i spiskowe wątki klasztornego życia? A może pożar to po prostu wynik bójki pomiędzy mnichami, która wybuchła tego dnia podczas uczty?

Zagórz - wnętrze ruin klasztoru Karmelitów Bosych. Za chwilę z prawego wejścia do kościoła wychynie duch Nieczui. Bieszczady

Ruiny klasztoru Karmelitów Bosych - widok wnętrza


Trudno po tylu latach dociec prawdy. Zresztą, czy jest nam ona dzisiaj do czegokolwiek potrzebna?

Widmo mnicha

W legendach i ustnych przekazach można znaleźć jeszcze jedną wersję zagłady klasztoru. Według niej sprawcą pożaru był, dawny żołnierz napoleoński, a ówczesny przeor klasztoru Grzegorz Nieczuja. Bolał on bardzo nad rozwiązłością obyczajów panującą za murami klasztoru. Zakonnicy miast modlitwie i sprawom patriotycznym oddawali się rozlicznym ucztom i towarzyszącym im uciechom. Nie mogąc w inny sposób zmienić losów klasztoru zdesperowany rzucił zapaloną pochodnię do klasztornego spichrza samemu ginąc w płomieniach.

Od tamtego czasu w okolicach obecnych ruin i klasztornego wzgórza nieraz widywano zakapturzoną, widmową postać karmelickiego mnicha. Czy jest to jeden z braci, którego pogrzebały złowieszcze płomienie, a może sam przeor Nieczuja, na zawsze uwięziony w ukochanych klasztornych murach.

Tak spotkanie z nim opisują w swojej fenomenalnej książce „Duchy polskie” Bogna Wiernichowska oraz Maciej Kozłowski:

"Było to w czerwcu 1973 roku, późnym popołudniem. Pan Paweł stał na dziedzińcu, zwrócony twarzą w kierunku kościoła. Naraz zauważył, że z kościelnych lochów wyszedł zakonnik w kapturze narzuconym na głowę i ciemnym habicie. Choć był odeń oddalony ledwie o kilkadziesiąt kroków, a dzień był pogodny, widział go jakby za mgłą.

Postać skierowała się w kierunku wejścia do kościoła i zniknęła za ruinami barokowego portalu. Nasz rozmówca twierdzi, że obserwując zjawę był raczej zdziwiony i zaskoczony niż przestraszony. Gdy nadszedł jego przyjaciel weszli obaj do kościoła – nie było tam nikogo."

Zagórz - duch Nieczui przybiera czasem postać bociana. Bieszczady

Podobno duch Nieczui przybiera czasem postać białego bociana


"Duchy polskie" to nie jedyna pozycja literacka, w której wystąpił zagórski karmel. Spotykamy się z nim także na kartach powieści "Grób Nieczui" Zygmunta Kaczkowskiego. Pomimo, że sama powieść to według słów pisarza "curriculum vitae ostatniego kontuszowego szlachcica, historia jego i jego sąsiadów" jej akcja rozgrywa się w murach zagórskiej warowni. Właśnie od tytułu tej powieści tutejsze ruiny nazywano nieraz Grobem Nieczui. Nazwa ta także nam szczególnie przypadła do gustu: zważywszy legendy, zważywszy duchy…

Ciekawostka

Kiedy będziemy odwiedzać zagórzańskie ruiny warto zwrócić uwagę na niezwykle specyficzny kształt nawy oraz zupełnie nietypową budowę prezbiterium. Wydaje się, jakby kościół stał tyłem do przodu, co jest zresztą absolutną prawdą. Podczas budowy klasztoru wydarzyła się bowiem mała katastrofa w wyniku której osunęła się zachodnia część zbocza. Z tego powodu fasadę wejściową trzeba było dobudować od wschodu do pierwotnego prezbiterium, przez co też orientacja świątyni zmieniła się na przeciwną.

Będąc wewnątrz ruin warto także zwrócić uwagę na dobrze zachowane iluzjonistyczne malowidła ołtarzy, popełnione prawdopodobnie przez karmelitę Grzegorza Czajkowskiego.

Wracam

Od czasu "odkrycia" Grobu Nieczui wracaliśmy tam wielokrotnie. Stał się obowiązkowym punktem każdej wyprawy w Bieszczady. Wszystko dzięki podróżowaniu pociągiem i nadmiarowi czasu przed jego odjazdem. Jadąc samochodem trudno byłoby nam znaleźć pretekst żeby zatrzymać się w Zagórzu. Czy odkrylibyśmy wówczas karmel?

Dzień dzisiejszy

W 2000 r. zespół klasztorny przeszedł na własność gminy. Obecnie, prowadzone są prace renowacyjne i zabezpieczające ten unikalny w skali kraju zabytek.

Autor: Szymon Narożniak

Skomentuj

Opcja tylko dla zalogowanych

 
Komentarze:
Dla mnie wystarczającym pretekstem stała się ta opowieść... i mimo tego, że towarzyszył mi ulewny deszcz, nie żałuję :)

Autor: Joanna Siegel  & nbsp;Dodano: 2009-10-14  00:02:03

Teraz zwiedzasz

Ostatnie komentarze

 
+++:)
Andrzej
2017-09-22 16:19:32
Ładny kadr.
Andrzej
2017-09-22 16:19:11
+++:)
Andrzej
2017-09-22 16:17:17
+++:)
Andrzej
2017-09-22 16:16:48
+++:)
Andrzej
2017-09-22 16:16:26
zobacz wszystkie komentarze

więcejKrainy i miejscowości

Beskid Sądecki

Beskid Sądecki to góry, które trudno sklasyfikować. Trochę w nich Bieszczadów a trochę Beskidu Niskiego. Są przepiękne kudłate bukami góry, które jesienią przybierają...

Pozostałe krainy i miejscowości