Rozdarta sukienka pogodnego nieba i wymykające się jego błękitowi halki burzowych chmur. W jednej chwili może się zmienić oblicze bieszczadzkiego nieba z dobrotliwego w demoniczne. Bogactwo kolorów na niebie, orgia kolorów na ziemi: soczysta zieleń dojrzewającej wiosny, rudziejące późne lato, krwawa przejrzała jesień, senna biel pierwszej zimy ...
![]() | czytaj dalej |
Autor: Marta Jóźwiak
Artykuł dodano: 2009-03-14 23:11:24
Cmentarze nierozerwalnie wpisane są w ziemię, na której się znajdują. W kamiennych mogiłach, nagrobnych inskrypcjach i ciszy nekropolii zapisana jest historia zarówno całych narodów, jak i zwykłych ludzi.
Żłobek to niewielka miejscowość położona przy szosie prowadzącej z Ustrzyk Dolnych do Czarnej. Jadąc samochodem, możemy nie zwrócić na nią uwagi. Tymczasem warto.
Zagórz był dla mnie zawsze, tylko i wyłącznie, przystankiem na drodze w Bieszczady. Kojarzył się raczej ze słynnym pociągiem, nazywanym od końcowej stacji, "zagórzańskim" lub "zagórzem". Był tylko chwilą spędzoną na dworcu i przystanku PKS. Do czasu. Wszystko zmieniło się, kiedy odkryłem "Grób Nieczui".
Zagórski karmel to jeden z najciekawszych zabytków południowo-wschodniej polski. To także niezwykle malownicze, piękne i romantyczne miejsce. Generalnie - robi wrażenie.
Bieszczady to wolność i pułapka zarazem. Przyjechałeś raz - będziesz wracał. Dzikie, puste, odludne... Któż z nas nie doświadczał chwil, kiedy miał ochotę wszystko rzucić i wyjechać w... Bieszczady. Wielu, uczyniwszy to, już nigdy stamtąd nie powróciło. One way ticket. Ci, co zostali, budowali mit polskiego Dzikiego Zachodu, samemu stając się żywymi legendami bieszczadzkich „prerii".
W Smolniku znajduje się jedna z najpiękniejszych cerkwi w Bieszczadach.
W Równi zachowała się jedna z najpiękniejszych, a właściwie to najpiękniejsza cerkiew w Bieszczadach.
Na początku były góry. Chcieliśmy wejść na każde, nawet najmniejsze wzniesienie. Chcieliśmy wejść wszędzie. Każdy szczyt był potencjalnym „nieprzyjacielem" i dopiero „zaliczenie" go czyniło zeń naszego sprzymierzeńca. Chcieliśmy oglądać tylko takie góry, na których byliśmy. To była nasza idea, zmora i wolność zarazem.
Dwie wsie. Dwie cerkwie. Dwie pustki. Mnóstwo krzyży.
Każde miasteczko ma swój ukryty krwioobieg: codziennych sprawunków, gestów, emocji. Odwiedzając Łowicz można ów drugi krąg zagubić, w przytłaczającej mnogości tutejszych zabytków, w braku czasu, w fotografii. A życie toczyć się będzie gdzieś z boku. W cieniu drzew okalających kolegiatę, przy warzywniaku, bankomacie, na targu, w wąskich podwórkach.
Pozostałe felietony