|
Dzieje się tak nie od naszych czasów, ale tak dawno, że nikt nie pamięta od kiedy. Mało tego! W mieście i w całej diecezji nikt nie wie dlaczego tak się akurat dzieje i skąd pochodzi kultywowany od pokoleń obyczaj. Dwie msze naraz to jeszcze nic.
| |
| Nocna procesja w Koprzywnicy |
Jest także nocna procesja wiernych, która trzy razy okrąża koprzywnicki kościół. Ale to wcale nie koniec! Bowiem przed procesją biegną strażacy i wydmuchują w ciemne niebo, oświetlające mrok, bziuki. Słupy ognia wysokie nawet na pięć, siedem metrów!!! Nigdzie w Polsce nie celebruje się w taki akurat sposób Zmartwychwstania Pańskiego.
Msza w Wielką Sobotę w Koprzywnicy zaczyna się zwykle po dwudziestej. Nigdy nie trwa krócej niż dwie godziny. Po liturgii mieszkańcy wychodzą przed świątynię i ustawiają się w uświęconym tradycją porządku. Krzyż, druh senior z figurką Pana Jezusa, zgięte pod ciężarem monstrualnie ogromnego drewnianego różańca kobiety, dziewczęta z feretronami, bractwa rycerskie z chorągwiami i bojowymi sztandarami, orkiestra dęta Ochotniczej Straży Pożarnej, kompania strażaków, wreszcie sam ksiądz proboszcz z monstrancją, no i tłumnie parafianie. A gdzie w takim razie bziukacze? Jak to gdzie - jak zawsze na samym przedzie!
Bziukacze, którzy puszczają z charakterystycznym sykiem bziuki oświetlają drogę. Cała tajemnica polega na umiejętnym wydmuchaniu haustu nafty na zapalone pochodnie. A żeby płomienie były jak najwyższe, jak najbardziej efektowne, wyskakują susami do góry i dmuchają, ile sił w płucach. Bziuuuu, bziuuu, bziuuuuuu. To robota trudna, żmudna i niebezpieczna zarazem.
Koprzywnica - bziuuuu, bziuuu, bziuuuuuuuu... |
Wszyscy doskonale pamiętają, jak kilka lat temu jeden ze strażaków z pośpiechu dmuchnął nie w tą co trzeba stronę i momentalnie słup ognia spowił nieboraka. Nie spalił się na szczęście, bo koledzy dopadli pechowca, rzucili na ziemię i stłumili płomienie. Wiadomo, z ogniem żartów nie ma. Biedak, który wcześniej nabierał do ust haust nafty i bziukał (i to prawie przez pięćdziesiąt lat) musiał ustąpić i daje teraz pole do popisu innym. Młodszym.
Bziukanie to zaszczyt, niebywały honor, ale trzeba zachować rozwagę i ostrożność. Strażak, który tylko trochę się wtedy poparzył, jak obserwuje dzisiejsze popisy może o bziuknięciu tylko pomarzyć. - Ale bym se jeszczek puścił, może bym i nie podskoczył, ale tak bym dmuchnął, jak pieron, puścił bym se - wzdycha.
Koprzywnica - bziukacze w akcji | |
Z kronik parafialnych wynika, że bziukanie legitymuje się ponad stuletnią tradycją. A przypadek samopodpalenia, do jakiego doszło pięć czy sześć lat temu, był jedynym na przestrzeni tego czasu.
Przed procesją bziukacze spotykają się w remizie strażackiej, ćwiczą nie tylko podskoki, ale prychają nabieraną do ust wodą. Potężny łyk płynu i prrrrrr, prrrr. Jeszcze raz, znowu, i od początku. To niby improwizacja, ale lepiej wszystko odpowiednio przygotować, wyćwiczyć, przewidzieć zawczasu, żeby później nie było niespodzianek.
Koprzywnica - nasączanie knotów przed procesją |
Procesja okrążyła kościół już dwa razy, zziębnięci ludzie, którzy ustawili się szpalerem wokół świątyni przestępują z nogi na nogę, przytupują wzniecając kurz. Bziukacze są już solidnie upoceni, umęczeni, ocierają podawanymi przez asystentów skrawkami szmatek spierzchnięte usta. Ale znów nabierają do ust kolejne hausty nafty. Podskok i ciemność oświetla słup ognia. Bziuuu, bziuuuu, bziiuuu syczy w ciemnościach płomień. Po trzeciej rundzie procesja wraca przed ołtarz główny.
Jest tuż przed północą, zaczyna się rezurekcja. Sześć godzin wcześniej, niż w innych kościołach w kraju.
Autor:
Skomentuj| Zachwycamy sie cudzymi tradycjami a wlasnych nie znamy.
Bardzo interesujacy artykul Rysiu,dziekuje bardzo:)) Autor: Dorota Kaminska Dodano: 2010-04-11 23:40:34 |
Autor: Joanna Siegel Dodano: 2010-04-12 09:08:22