Książka "Zamek w Baranowie" wydana przez Muzeum Historyczne m. Tarnobrzega to znakomita pozycja i uczta intelektualna dla miłośników architektury rezydencjonalnej. Choćby ze względu na osobę prof. Alfreda Majewskiego. Przebogato ilustrowana zdjęciami czarno – białymi i kolorowymi opowieść o skandalicznej dewastacji i odbudowie z perzyny jednej z najpiękniejszych i najcenniejszej rezydencji magnackich w Polsce.
![]() | czytaj dalej |
Autor: Ryszard Biskup
Artykuł dodano: 2011-02-11 18:35:27
Żyd na każdą okazję ma swoją prywatną modlitwę. Życie zarówno bałaguły jak szamesa i rabina jest modlitwą, wiecznym, intymnym dialogiem prowadzonym bezustannie z Bogiem. Rozmową o sprawach ważnych, bardzo ważnych i takich, całkiem całkowicie mało istotnych, ba - marginalnych. Na żydowską modlitwę, w zasadzie dobre jest każde miejsce, ale najlepsze z najlepszych to Leżajsk. W dodatku w chwili gdy dzień jest niezwykle szczególny, bo związany z kolejną rocznicą śmierci świętego męża, sprawiedliwego rabina Elimelecha.
21 dnia miesiąca Adar 1786 roku było zimno, ciemno i strasznie. Od rana lało z nieba i wył wiatr. Przez cały dzień było szaro i buro. Wszystko wskazywało na to, że zdarzyło się coś niezwykłego i niezrozumiałego. Rabin Elimelech z Leżąjska nie obudził się, nie otworzył oczu, nie przemówił do Żydów, którzy jak codziennie przyszli po poradę, po pomoc, przynieśli swoje kłopoty i zmartwienia. Odszedł.
Już drugiego dnia świąt Bożego Narodzenia żaden kawaler w Ciekotach spokojnie nie usiedzi. Nieżonaci jak poparzeni latają po całej wiosce. Od jednej chałupy do drugiej, od kumpla do kumpla. Namawiają się, kiedy kompania się zbiera i w którą stronę najpierw uderzy: na Bęczków, Scholasterię, Wilków czy może Brzezinki.
Warszawa prawobrzeżna często jest postrzegana jako ta gorsza, bo... leżąca po drugiej stronie Wisły, za mostami, za korkami, poza centrum. A może to nieprawda i to właśnie tutaj mamy szansę poznać prawdziwego ducha stolicy?
Bieszczady to wolność i pułapka zarazem. Przyjechałeś raz - będziesz wracał. Dzikie, puste, odludne... Któż z nas nie doświadczał chwil, kiedy miał ochotę wszystko rzucić i wyjechać w... Bieszczady. Wielu, uczyniwszy to, już nigdy stamtąd nie powróciło. One way ticket. Ci, co zostali, budowali mit polskiego Dzikiego Zachodu, samemu stając się żywymi legendami bieszczadzkich „prerii".
Na początku były góry. Chcieliśmy wejść na każde, nawet najmniejsze wzniesienie. Chcieliśmy wejść wszędzie. Każdy szczyt był potencjalnym „nieprzyjacielem" i dopiero „zaliczenie" go czyniło zeń naszego sprzymierzeńca. Chcieliśmy oglądać tylko takie góry, na których byliśmy. To była nasza idea, zmora i wolność zarazem.
"Wędrując ścieżkami Beskidu Niskiego czy sąsiadującego z nim od zachodu Beskidu Krynickiego znajdujemy bardzo niewiele śladów łemkowskiej przeszłości. Czasem zdarzy się wspaniała w swym kształcie cerkiewka, osierocona chałupa, czasem kapliczka bez świątka i obrazu, albo zarośnięty cmentarz z kamiennymi krzyżami. Nawet krajobraz nie jest ten sam co dawniej, bo las zawładnął polami i ścieżki grzbietowe zamieniły się w mroczne tunele." (Roman Reinfuss "Śladami Łemków", Warszawa 1990).
Kamienne rzygacze są najbardziej charakterystycznym elementem architektonicznym gdańskiego Głównego Miasta. Są ich dziesiątki, najwięcej na słynnej ulicy Mariackiej, ale również na uliczkach sąsiednich - od Św. Ducha po Ogarną.
Pozostałe felietony